Jest 2:40, ale pory, kiedy wena nawiedzi się nie wybiera. Zalałam dzisiaj herbatę zimną wodą i na tym w zasadzie kończą się moje podobieństwa do wiersza. Rymy słabe, ale co tam.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą twórczość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą twórczość. Pokaż wszystkie posty
sobota, 17 sierpnia 2013
czwartek, 21 czerwca 2012
Nadal twórczo, choć teraz nieco inaczej - przestajemy pisać to, co wpadnie do głowy, a piszemy raczej przemyślane sceny, które będą miały znaczenie w dalszej części powieści. Pojawiają się coraz to nowe problemy, ale co dwie głowy to nie jedna. Często pytam L., co by zrobiła w takiej, a takiej sytuacji. Najlepsze są najprostsze rozwiązania. A najlepiej się myśli nad akcją w miejscach, w których bywają bohaterowie. Tym samym zwiedziłyśmy sporą część Gdańska, co rusz wpadając na nowe pomysły. Nie ma to jak patrzeć na miasto z góry, obserwować przejeżdżające pociągi PKP, czy oglądać świat zza okna w tramwaju. Chwila zadumy, choć cztery dni w nieustannym biegu... to było to, czego potrzebowałam przez ostatnie tygodnie.
Piosenka na dziś:
Ubrania: Spodenki - House (jakaś stara kolekcja), koszulka - New Yorker, torebka - sh, buty - rynek?, sweter - sh, okulary - C&A.
Piosenka na dziś:
wtorek, 29 maja 2012
Fizyka - Mazz 2:1
Walka trwa.
A tymczasem stary cytat z nigdy niedokończonej książki, na który mam dzisiaj nastrój:
Walka trwa.
A tymczasem stary cytat z nigdy niedokończonej książki, na który mam dzisiaj nastrój:
Mam ochotę sobie poprzeklinać, ale jako, że jestem niezwykle kulturalną osobą, to tego nie zrobię.- Wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze? – zapytała któregoś razu Lina. Spojrzał na nią z zaciekawieniem i pokręcił przecząco głową. – To, że najbardziej tęsknię za tym, co się nigdy nie wydarzyło. Ciągle wyobrażam sobie, co by było, gdyby wszystko potoczyło się inaczej i gdyby nie było żadnych uprzedzeń rodzinnych i tak dalej. Wymyślam tysiące różnych wersji wydarzeń, które mogłyby zmienić bieg tego wszystkiego. Zastanawiam się, co źle zrobiłam i dlaczego teraz odnoszę tego skutki. A zresztą, marzę o tym, aby po prostu mnie przytulił, jakby nic się nie stało. Myślę o tym, co robi i czy myśli o mnie. Tęsknię za jego dotykiem i spontanicznymi pocałunkami. A co najgorsze, mam wrażenie, że to już nigdy nie powróci i że nigdy nie będzie jak dawniej. Po prostu, brakuje mi go, jak nigdy nikogo innego. Wiem, że nie powinnam ci tego mówić i jest mi cholernie głupio, ale po prostu muszę się komuś wygadać. Padło na ciebie, przepraszam.
niedziela, 8 stycznia 2012
Lekko podsumowując
Rok 2011 już dawno za nami, minął pierwszy tydzień roku 2012. Czas płynie zdecydowanie zbyt szybko, zbyt wiele się dzieje, aby to jakoś ogarnąć. No nic.
Wszyscy robią mnóstwo postanowień noworocznych, których i tak nie wypełniają. Bo co to za postanowienie "schudnę", skoro jedzenie jest takie dobre? Albo co to za postanowienie "zagadam do niego" skoro nieśmiałość bierze górę, a i tak pewnie nie byłoby wspólnych tematów i czekałoby tylko rozczarowanie. Dlatego też, ja postanowień nie mam żadnych. To znaczy mam, jedno. Kontynuować to, co rozpoczęłam w 2011 i dokończyć kilka projektów. No i zaliczyć sesję.
Co by tu jeszcze... zadziwiającym jest, w jak krótkim czasie można zmienić się tak bardzo. 2011 zdecydowanie przyniósł zmiany, których się w ogóle nie spodziewałam. Zmiany na lepsze, zdecydowanie. Tak, studia to najlepszy czas w życiu. I nie wiem jak ja to robię, ale udaje mi się jak na razie łączyć ze sobą to, czego nie potrafiłam ze sobą pogodzić w liceum. Spędzam poza domem jakby więcej czasu, niż w LO, a jednak czytam książki, których lista nazbierała mi się przez LO, kontynuuję poodkładane na później projekty opowiadań, uczę się, czasem poimprezuję, a i znajduję czas, aby nawet posiedzieć na gg.
A najbardziej w ciągu ostatnich dni mnie dziwi, jak rzeczy, o których zdarza mi się marzyć lub za którymi tęsknię, potrafią być beznadziejne (gdy się już odbędą), jeśli nie ma w nich z pozoru nieznaczącego czynnika. Ciężko to w jakiś racjonalny sposób zdefiniować, ale no nie wiem, dziwnie mi. Swoją drogą, testuję ostatnio silną wolę. Sprawdzam, do czego jestem zdolna po zmianach w charakterze. Robię rzeczy, o których nigdy wcześniej nie pomyślałabym, że są wykonalne. Ba, prędzej spaliłabym się ze wstydu, niż coś zrobiła, a ja po prostu teraz z łatwością to robię.
Na ćwiczeniach z Psychologii któregoś razu mieliśmy ciekawą rozmowę z prowadzącym. Temat zajęć był o szczęściu, że na przykład jeśli coś kupujemy, to nasze szczęście skacze z 0 do 5, a potem znów spada do 0, bo się do tego czegoś przyzwyczajamy. Jedyną rzeczą, po której szczęście nie spada do 0 są (według badania przeprowadzonego w USA), uwaga uwaga - sztuczne piersi. Wówczas szczęście rośnie z 0 do 5, później spada do mniej więcej 3 i na takim poziomie się trzyma. Prowadzący nie mógł zrozumieć tego zjawiska. Ja je rozumiem. W USA panują stereotypy, że kobieta musi mieć duże piersi, inaczej czuje się niedowartościowana. A więc skoro ona uważa się za atrakcyjną, to i mężczyźni uważają ją za atrakcyjną, koło się toczy. Podobnie było w moim przypadku z rudymi włosami, nie byłam już szarą myszką, poczułam się pewniej. I wtedy zaczęłam zauważać, że nie jest tak źle, jak myślałam. Mała zmiana wyglądu, ogromna zmiana światopoglądu, samooceny i w ogóle, o.
Miało być podsumowanie 2011, wyszło jakieś przemyśleniocośtam. Trudno.
Wszyscy robią mnóstwo postanowień noworocznych, których i tak nie wypełniają. Bo co to za postanowienie "schudnę", skoro jedzenie jest takie dobre? Albo co to za postanowienie "zagadam do niego" skoro nieśmiałość bierze górę, a i tak pewnie nie byłoby wspólnych tematów i czekałoby tylko rozczarowanie. Dlatego też, ja postanowień nie mam żadnych. To znaczy mam, jedno. Kontynuować to, co rozpoczęłam w 2011 i dokończyć kilka projektów. No i zaliczyć sesję.
Co by tu jeszcze... zadziwiającym jest, w jak krótkim czasie można zmienić się tak bardzo. 2011 zdecydowanie przyniósł zmiany, których się w ogóle nie spodziewałam. Zmiany na lepsze, zdecydowanie. Tak, studia to najlepszy czas w życiu. I nie wiem jak ja to robię, ale udaje mi się jak na razie łączyć ze sobą to, czego nie potrafiłam ze sobą pogodzić w liceum. Spędzam poza domem jakby więcej czasu, niż w LO, a jednak czytam książki, których lista nazbierała mi się przez LO, kontynuuję poodkładane na później projekty opowiadań, uczę się, czasem poimprezuję, a i znajduję czas, aby nawet posiedzieć na gg.
A najbardziej w ciągu ostatnich dni mnie dziwi, jak rzeczy, o których zdarza mi się marzyć lub za którymi tęsknię, potrafią być beznadziejne (gdy się już odbędą), jeśli nie ma w nich z pozoru nieznaczącego czynnika. Ciężko to w jakiś racjonalny sposób zdefiniować, ale no nie wiem, dziwnie mi. Swoją drogą, testuję ostatnio silną wolę. Sprawdzam, do czego jestem zdolna po zmianach w charakterze. Robię rzeczy, o których nigdy wcześniej nie pomyślałabym, że są wykonalne. Ba, prędzej spaliłabym się ze wstydu, niż coś zrobiła, a ja po prostu teraz z łatwością to robię.
Na ćwiczeniach z Psychologii któregoś razu mieliśmy ciekawą rozmowę z prowadzącym. Temat zajęć był o szczęściu, że na przykład jeśli coś kupujemy, to nasze szczęście skacze z 0 do 5, a potem znów spada do 0, bo się do tego czegoś przyzwyczajamy. Jedyną rzeczą, po której szczęście nie spada do 0 są (według badania przeprowadzonego w USA), uwaga uwaga - sztuczne piersi. Wówczas szczęście rośnie z 0 do 5, później spada do mniej więcej 3 i na takim poziomie się trzyma. Prowadzący nie mógł zrozumieć tego zjawiska. Ja je rozumiem. W USA panują stereotypy, że kobieta musi mieć duże piersi, inaczej czuje się niedowartościowana. A więc skoro ona uważa się za atrakcyjną, to i mężczyźni uważają ją za atrakcyjną, koło się toczy. Podobnie było w moim przypadku z rudymi włosami, nie byłam już szarą myszką, poczułam się pewniej. I wtedy zaczęłam zauważać, że nie jest tak źle, jak myślałam. Mała zmiana wyglądu, ogromna zmiana światopoglądu, samooceny i w ogóle, o.
Miało być podsumowanie 2011, wyszło jakieś przemyśleniocośtam. Trudno.
piątek, 30 września 2011
Jesienna chandra.
Jesień nadeszła, wiatr wieje chłodny,
Głowa ma pełna myśli swobodnych,
Kocham długie wrześniowe wieczory,
Słyszę stukot pociągu o tory,
Uśmiecham się znowu sama do siebie,
Próbuję zliczyć gwiazdy na niebie,
Pozytywne wydaje się wszystko,
Choć pewnie nastrój zmieni się rychło,
Jedno spojrzenie w to jedno miejsce,
I to co było już nie zdaje się piękne,
Wracam myślami do tamtego wieczora,
Do wylanego łez jeziora.
Co było to było, pusta ma głowa,
W oddali słyszę jakieś twe słowa,
- Kim jesteś?
- Cieniem.
- Kim będziesz?
- Wspomnieniem.
Głowa ma pełna myśli swobodnych,
Kocham długie wrześniowe wieczory,
Słyszę stukot pociągu o tory,
Uśmiecham się znowu sama do siebie,
Próbuję zliczyć gwiazdy na niebie,
Pozytywne wydaje się wszystko,
Choć pewnie nastrój zmieni się rychło,
Jedno spojrzenie w to jedno miejsce,
I to co było już nie zdaje się piękne,
Wracam myślami do tamtego wieczora,
Do wylanego łez jeziora.
Co było to było, pusta ma głowa,
W oddali słyszę jakieś twe słowa,
- Kim jesteś?
- Cieniem.
- Kim będziesz?
- Wspomnieniem.
wtorek, 12 lipca 2011
Hm.
Tutaj chyba miała się pojawić jakaś ckliwa notka, w której w poetyckiej formie opisywałabym 'zady i walety' pewnego osobnika, ale toć na nim się świat nie kończy. Zresztą, dawno nie pisałam i przydałoby się to nadrobić.
Więc może od początku. Dawno, dawno temu, gdy na Ziemi mieszkały jeszcze dinozaury, mała Mazz pisała sobie powieść, którą później zamierzała wydać. Jednak z własnego lenistwa nawet nie ruszyła korekty, stąd też utwór leży sobie gdzieś na dysku w oczekiwaniu na zbawienie. Główna bohaterka - zwykła nastolatka, której rodzice się rozeszli, a ona wpadła w wir imprez i alkoholu. Pisane przeze mnie, która daleka jestem od takich problemów i w ogóle nie spodziewałam się, że gdzieś w czasie pisania tego, podobna tragedia dzieje się tak blisko.
Dalej... bawią mnie dziewczynki, wklejające do internetu milion zdjęć ze swoim lubym, chyba tylko po to, aby pokazać 'patrzcie jakiego sobie faceta wyhaczyłam'. Na co to komu? Mój facet to mój facet, kogo to obchodzi, co i gdzie robimy? Każdy wiek owszem ma swoje prawa, ale ja mam wrażenie, że aż taka żałosna nie byłam. I teraz tylko wylewam swe irytacje na blogu, którego i tak nikt nie czyta. A jak czyta, to dobrze się kamufluje.
Nie dostałam się na Geodezję, nie dostałam się na Budownictwo, nie dostałam się na Transport (chociaż mało brakuje i będę walczyć!). Dostałam się na Zarządzanie i Inżynierię Produkcji i w sumie może to jednak będzie ciekawy kierunek? ;)
Poplażowałabym, zdecydowanie.
Więc może od początku. Dawno, dawno temu, gdy na Ziemi mieszkały jeszcze dinozaury, mała Mazz pisała sobie powieść, którą później zamierzała wydać. Jednak z własnego lenistwa nawet nie ruszyła korekty, stąd też utwór leży sobie gdzieś na dysku w oczekiwaniu na zbawienie. Główna bohaterka - zwykła nastolatka, której rodzice się rozeszli, a ona wpadła w wir imprez i alkoholu. Pisane przeze mnie, która daleka jestem od takich problemów i w ogóle nie spodziewałam się, że gdzieś w czasie pisania tego, podobna tragedia dzieje się tak blisko.
Dalej... bawią mnie dziewczynki, wklejające do internetu milion zdjęć ze swoim lubym, chyba tylko po to, aby pokazać 'patrzcie jakiego sobie faceta wyhaczyłam'. Na co to komu? Mój facet to mój facet, kogo to obchodzi, co i gdzie robimy? Każdy wiek owszem ma swoje prawa, ale ja mam wrażenie, że aż taka żałosna nie byłam. I teraz tylko wylewam swe irytacje na blogu, którego i tak nikt nie czyta. A jak czyta, to dobrze się kamufluje.
Nie dostałam się na Geodezję, nie dostałam się na Budownictwo, nie dostałam się na Transport (chociaż mało brakuje i będę walczyć!). Dostałam się na Zarządzanie i Inżynierię Produkcji i w sumie może to jednak będzie ciekawy kierunek? ;)
Poplażowałabym, zdecydowanie.
sobota, 2 lipca 2011
Spacer w deszczu.
Od wczoraj na wybrzeżu gdańskim leje. Nie, żebym narzekała. Czasem potrzeba chłodniejszego dnia, aby oderwać się od codziennej bieganiny. Potrzebowałam tych dwóch dni wytchnienia. Wczoraj, mimo ostrej ulewy, założyłam martensy, nieprzemakalną kurtkę i wyszłam z psem na spacer. Nie tyle, że musiałam, w końcu podwórko mam spore, ale chciałam. I gdy tak deszcz kapał mi po twarzy rozmyślałam sobie o wielu sprawach. Wciąż żałuję, że pewne sprawy kilka lat temu potoczyły się tak, a nie inaczej. I, że mimo danej mi kilkukrotnie szansy, nie wykorzystałam jej. Poza tym w takich momentach, kumuluje mi się wena twórcza.
Wczoraj było twórczo, dzisiaj robiłam (i robię nadal) tłumaczenie. Skoro idzie to tak na zmianę, pewnie jutro będę czytać Misję Ambasadora.
Wczoraj było twórczo, dzisiaj robiłam (i robię nadal) tłumaczenie. Skoro idzie to tak na zmianę, pewnie jutro będę czytać Misję Ambasadora.
Przy okazji - tylko 32 dni do Woodstocku!
A maturę zdałam. Owszem, mogło być lepiej, ale trudno się mówi.
sobota, 18 czerwca 2011
Siedzę sobie właśnie popijając sok pomarańczowy i z bananem na twarzy rozbudowuję postać, która miała być epizodyczna, ale zakochałam się w tym człowieku chyba od pierwszego wejrzenia i myślę, że zagości w utworze na dłużej niż planowałam. Bohater zdecydowanie z serii tych złych, a jednak można stracić dla niego głowę. I nie jest Edwardem Cullenem!
Z ogromną chęcią pojechałabym się powygrzewać do jakiejś Bułgarii albo Chorwacji.
Z ogromną chęcią pojechałabym się powygrzewać do jakiejś Bułgarii albo Chorwacji.
poniedziałek, 16 maja 2011
Po maturach, czekamy na wyniki. Ubrana w ciepły polar mamy, przykryta kocem i z kubkiem gorącej herbaty w łapce. Strasznie zimno i w dziwnym nastroju. Gdyby była jesień, nazwałabym to chandrą, ale nie ma racji bytu, ponieważ jest wiosna. Choć fakt faktem - pogoda nie zadowala. Wciąż na ustach pytania "po co i dlaczego? jakie to będzie miało konsekwencje dla dalszego rozwoju wydarzeń?" Powoli zabieram się za aktywniejsze pisanie mojej 'książki', może coś w końcu z tego wyjdzie, zobaczymy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







